Ostatnia aktualizacja: 2005-06-04
Ostatnia drobna aktualizacja: 2007-04-04
© 2004-2006 D.C.
BPD cechuje: niestabilność emocjonalna (nadmierne emocje w jednych momentach i brak uczuć w innych; dłuższe utrzymywanie się wywołanych emocji);
intensywność i niestabilność relacji z innymi ludźmi (częste przechodzenie pomiędzy ekstremami – idealizacji i dewaluacji,
miłości i nienawiści);
niestabilny i zaburzony obraz własnego "ja" (brak stabilnej wiedzy o tym kim się jest i co się chce, błędna samoocena);
chroniczne uczucie pustki wewnętrznej i znudzenia;
impulsywność i skłonność do ryzykownych zajęć;
tendencja do działań samo-destrukcyjnych;
chaotyczne huśtawki nastroju
zmieniające się w cyklach godzinnych/dniowych, zmierzające ku smutkowi, przygnębieniu, niepokoju, złości;
złość, agresja, skłonność do krytykowania, atakowania werbalnego i obwiniania innych; wyolbrzymione, paranoidalne podejrzenia;
objawy dysocjacyjne Objawy dysocjacyjne:
"oderwanie się od rzeczywistości"
- mechanizm obronny psychiki
chroniący świadomość przed przykrymi
wspomnieniami i skojarzeniami;
paniczny lęk przed porzuceniem przekładający się na strach przed bliskością.
BPD ma status jednego z 10 zaburzeń osobowości. "Zaburzenie osobowości" nie oznacza, że ktoś "nie jest sobą"; zaburzeniem osobowości nazywa się głęboko zakorzenione wzorce zachowania, które powodują cierpienie oraz wpływają destruktywnie na relacje z innymi. BPD jest podobne do zespołu stresu pourazowego i depresji dwubiegunowej z częstymi huśtawki nastroju (rapid-cycling). BPD jest często specyficznym zespołem stresu pourazowego, w którym stres doświadczony był w dzieciństwie; dotyka ok. 2-3% populacji (w tym 75% osób to kobiety – wykorzystywanie seksualne bywa powodem BPD); ok. 75% doprowadza do decyzji o przedwczesnym zakończeniu własnego życia.
Osoby z BPD mają ambiwalentny stosunek do ludzi – lubią innych, pragną bliskości, czują że potrzebują drugiej osoby do przeżycia, jednocześnie boją się bliskości i są nastawieni wrogo do innych. Mają problem z utrzymywaniem bliskich relacji, które są u nich intensywne, burzliwe, pełne niestosownego zachowania, prowokacji, testowania limitu cierpliwości drugiej strony, charakteryzujące się przechodzeniem pomiędzy ekstremami (lgnienia do drugiej osoby i jej odpychania) i krótkie – sabotowane przez nich samych. Potrafią zrywać długoletnie związki w jednej chwili z błahego powodu.
Są wymagający – wobec siebie i innych. Nikt nie spełnia w pełni ich oczekiwań. Odrzucają kolejnych znajomych i przyjaciół, rozczarowując i nudząc się nimi. Mają spore pokłady wiary w ludzi – wierzą, że nowo poznana osoba jest dobra, każdy ma u nich na dzień-dobry spory kredyt zaufania. Nieświadomie nie dostrzegają wad obcej osoby, która wpada w pułapkę ich idealizacji; szybko się angażują emocjonalnie. Gdy osoba zbliży się do nich dostrzegają, że nie jest idealna, wyszukują jej słabości, wady, po czym odwracają się od niej równie szybko jak się zaangażowali emocjonalnie z początku. Taki cykl ucieczek i skreślania ludzi z ich życia powtarza się bezustannie. Żadna relacja z nimi nie jest bezpieczna – wystarczy drobny błąd drugiej strony, a przestawiają się z jej idealizacji na dewaluacje i skreślają ze swojego życia.
Z wewnętrznym bólem radzą sobie wyładowując złość na 2 sposoby: zachowaniami acting-in i/lub acting-out. Acting-in to zachowania przeważające u osób z zaniżonym poczuciem własnej wartości i polegają na kierowaniu agresji do siebie – ma miejsce gdy samo-uszkadzają się, nadużywają środków odurzających, objadają się, wyrażają uczucia nienawiści do siebie, sabotują swoje wysiłki, angażują się emocjonalnie w osobach, które są niedostępne. Acting-out to agresja skierowana w innych – winienie bliskich za ich problemy; krytykowanie, czynienie niesprawiedliwych, przesadzonych zarzutów, atakowanie werbalne.
Są impulsywni – szybko podejmują decyzje. Zdarza im się nadużywać np. alkohol; mają tendencje do skrajności – np. nie piją wcale, a jeśli już piją to często tak, aby się upić do nieprzytomności; ale nie mają skłonności do wpadnięcia w uzależnienie.
Mają huśtawki nastroju. Gdy mają określony nastrój ciężko jest im sobie przypomnieć jak to jest mieć przeciwny humor. Są zmienni pod względem tego jak inni ich odbierają; mają wiele różnych "ja", nie są jednak fałszywi, mają po prostu zmienne nastroje. Nie są zwykle pewni swoich opinii, marzeń, nawet swojej identyfikacji seksualnej. Łatwo przejmują opinie, sposób bycia, itp. – a nawet nastrój, od ludzi z którymi akurat obcują.
Są dobrymi aktorami m.in. z powodu zmiennych nastrojów i maskowania tego co się dzieje w ich głębi; często "obrywali" za wybuchy emocji, nauczyli się więc ukrywać to co czują w głębi, tłumić w sobie. Są przepełnieni wewnętrznym bólem; potrafią udawać szczęśliwych, mimo że w głębi jest płacz, co jest jednym z powodów ich niezrozumienia przez otoczenie, oraz ich zdolności aktorskich.
Lubią być na krawędzi – na krawędzi życia i śmierci, na granicy sprowokowania innych, na granicy utrzymania kontroli nad pojazdem, etc. Próbują w ten sposób uciekać od siebie, niepokoju, wewnętrznego bólu, przesadnych emocji i huśtawek nastroju, bezskutecznie. Chaos, dramat, ryzyko powoduje podekscytowanie, a te zabija uczucie wewnętrznej pustki i znudzenia, którym są przepełnieni. Wykazują potrzebę kontroli sytuacji, wpływania na wydarzenia, decyzje; utrata kontroli jest dla nich sygnałem ignorowania; jednocześnie są nadwrażliwi na próby kontrolowania ich samych.
Są nadwrażliwi na odrzucenie i ranienie ich przez innych, lecz nieświadomi tego jak ich zachowanie dotyka innych.
Boją się porzucenia; strach przed utratą ukochanej osoby jest u nich powodem uciekania od bliskich związków, do których jednocześni dążą, gdy druga osoba jest niedostępna. Mimo, że pragną bliskości to, gdy ktoś im ją daje ukazując do nich słabość – często uciekają od danej osoby dopatrując się w niej kogoś słabego, wręcz złego; większości z nich nie dano miłości w dzieciństwie, więc jeśli spotyka ich miłość od obcej osoby to dana osoba wydaje się im dziwna. Ich znajomości "balansują" – raz się do kogoś zbliżają, innym razem (gdy druga osoba zacznie się nimi interesować) tą osobę od siebie odpychają. Szukają bezskutecznie idealnej osoby, która będzie ich wybawieniem – zrozumie ich do końca, pokocha bezgranicznie i bezwarunkowo, nada sens ich egzystencji, wypełni pustkę w ich życiu, wybawi od huśtawek nastroju oraz bólu psychicznego i nigdy ich nie opuści. Tymczasowe zaangażowanie, wycofanie się i poszukiwanie perfekcyjnej, kochającej ich bez-względu-na-wszystko, nie wykorzystującej ich, drugiej połówki jest stałym, błędnym emocjonalnym kołem w jakie wpadają; ta sinusoida wykańcza ich samych oraz tych, którzy próbują się do nich zbliżyć.
Mają problemy z kontrolą emocji – nierzadko emocje biorą w nich górę nad zdrowym rozsądkiem.
Nieświadomie korzystają z zasady "najlepszą obroną jest atak" – na krytykę odpowiadają ostrzejszą krytyką, na groźbę opuszczenia – to oni opuszczają. Nie dają się zranić, to oni ranią. Nie mają jednak złych intencji, ich zachowania wynikają ze strachu, frustracji i zdesperowania. Brakuje im "pancerza ochronnego" przed atakiem innych, czują ból przy najmniejszym dotknięciu, stosunkowo często odbierają zwykłe pytania i spojrzenia innych jako nieprzychylne sobie, jako atak na siebie, dlatego desperacko atakują, aby odeprzeć potencjalne (jak i urojone) ataki na nich. Bardzo łatwo ich urazić i rozdrażnić; w skrajnych wypadkach wystarczy jedno niefortunnie ułożone zdanie, a osoba z BPD może z miejsca skreślić daną osobę ze swojego życia i szczerze znienawidzić.
Trudność w utrzymaniu bliskiej, długiej i stabilnej relacji z osobą mającą BPD jest dla niektórych pociągająca, brzmi jak wyzwanie, a sama osoba z BPD wydaje się im być (z powodu swojej niedostępności) atrakcyjna, wartościowa. Osoby próbujące się zbliżyć do kogoś z BPD są często pewne siebie, szczególnie po poznaniu osoby z BPD od jej 'spokojnej' strony, nabierając złudnego przeświadczenia "nic mi od Ciebie nie grozi, w ogóle Ty przecież jesteś normalny" – nie widząc danej osoby w furii, nie zdając sobie sprawy jak bardzo osoby z BPD są zmienne; zwykle, wcześniej czy później, takie osoby mocno obrywają (szczególnie od osób z BPD z przeważającymi zachowaniami typu acting-out), ku swojemu zdumieniu, mając okazję poznać osobę z BPD jako kogoś całkiem innego; czasami któryś z ataków werbalnych osoby z BPD na nich jest tak mocny, że bywa początkiem depresji osoby, która próbowała się zbliżyć i pomóc. Atak osoby z BPD jest praktycznie zawsze czymś sprowokowany, ale jego siła jest często znacznie większa niż wymaga tego sytuacja. Trwanie na siłę przy osobie z BPD (gdy ona tego nie chce) to też nienajlepszy pomysł i proszenie się o kłopoty. Osoby z BPD, które zdają sobie sprawę, że mają BPD częściej "zaciskają zęby" i starają się kontrolować swoją złość. Ale należy mieć świadomość, że któregoś dnia i taka osoba może wpaść w szał agresji i przestać się racjonalnie kontrolować. Osoby z BPD nie są jednak groźne dla społeczeństwa od strony fizycznej: ich ataki (jeśli mają już miejsce) są tylko w postaci werbalne; są jednak celne i bolesne. Osób z BPD z przeważającymi zachowaniami typu acting-in częściej zadają bół sobie – nawet w sposób fizyczny, np. tnąc się żyletką, aby dać upust emocjom.
Osoby z BPD mają tendencje do postrzegania w czarno/białych barwach – do polaryzowania percepcji i myśli do skrajnych stanów: dobry-zły. Popadają w skrajności: idealizują to co im się podoba i dewaluują to co im się nie podoba. Jednak to co jest dobre wg nich jednego dnia, może być złe następnego – mają problem ze stałością. Im wydaje się, że to inni się zmieniają, nie zauważą jednak, iż to ich spojrzenie się zmienia. Często zmieniają opinie o innych ludziach, swoje cele, marzenia. Postrzeganie z tendencją do skrajności powoduje, że również ich spojrzenie na ich samych, poczucie tożsamości, rozsypuje się na strzępy. Ich poglądy i myśli wpadają w coraz większą huśtawkę. Przestają ufać innym (bo oni ich rozczarowują). Przestają ufać sobie. Przestają rozumieć innych, przestają być rozumiani. Przestają rozumieć nawet siebie. Gubią się tak mocno, iż kwestionują nawet istnienie – swoje i świata. Próbują uciekać od siebie zatracając własną tożsamość; rodzi się w nich uczucie pustki, przed którą uciekają w ryzykowne, a nawet fizycznie bolesne, zajęcia. Czasami bólem fizycznym zagłuszają ból psychiczny.
Są zwykle altruistyczni, tj. bezinteresownie zatroskani o dobro innych, entuzjastyczni, zabawni, wrażliwi, wielkoduszni, ciekawi świata, kreatywni, szczerzy, uczciwi, skromni. Egocentryczni, tj. nieświadomie koncentrują uwagę innych na sobie, roztargnieni, chaotyczni, nerwowi, wymagający, sarkastyczni, ironiczni, źli na świat i ludzi za ich niedoskonałość. Wyróżniają się dobrą umiejętnością rozumienia niewerbalnej komunikacji, dobrą intuicją i empatią (wyczuwanie tego co czują inni), wczuwania się w położenie i przeżycia innych; łatwo przychodzi im przejmowanie nastroju innych.
Czasami zbyt ufni, naiwni, szczególnie wobec obcych, na ogół przesadnie nieufni, mają czasami paranoidalne, tj. wyolbrzymione i bezpodstawne, podejrzenia – szczególnie wobec najbliższych. Zwykle je ukrywają. Są nadwrażliwi na krytykę i niezrozumienie. Mają kiepskie poczucie czasu, słabą pamięć do detali (twarzy, num. tel., dat, ulic, etc.) i chronologii wydarzeń; kiepską orientacje w terenie. Miewają zniekształcone myśli i percepcje, szczególnie nt. relacji z innymi.
Często zamyśleni, smutni, zamknięci w sobie. Czasami jednak przeciwnie – radośni, miewają "głupawki" śmiechu, bywają duszą towarzystwa. Choć we wnętrzu tak dalecy od przeciętności, z pozoru, z zewnątrz, nie wyróżniają się od innych – dobrze wtapiają się w ludzi, z którymi obcują. Z pozoru dobrze przystosowani do życia w społeczeństwie, inteligentni, kompletnie "normalni", nierzadko weseli i pełni życia (o ile nie zmagają się akurat z depresją), całkowicie nie odnajdują się w bliskich relacjach z innymi ludźmi. W głębi cierpią, choć nie okazują tego tłumiąc ból w sobie. Mają zdolność do działania "jak-gdyby" (jak-gdyby wierzyli w coś, jak-gdyby byli kimś innym, itp.); są dobrymi aktorami, miewają dobre zdolności przekonywania i wpływania na to jak myślą inni; potrafią zrobić z "białego czarne" – przekonać nawet do tego, w co sami nie wierzą. Nieświadomie wzbudzają u innych negatywne uczucia jakich sami doświadczają (np. złość).
Mówi się, że często manipulują ludźmi, lecz oni nie widzą tego jako manipulacji, nie są przebiegli – ich "manipulacje" nie wynikają ze złośliwości, nie są zaplanowanymi aktami, lecz działaniami impulsywnymi wynikającymi ze strachu, desperacji i bezsilności. Ponadto czynnikiem jest tu ich słaba pamięć – pewne wspomnienia nieświadomie przekręcają, przekonując innych, że było tak, a nie inaczej i sami w to wierzą.
Mają problemy z tolerowaniem samotności, nawet na krótką chwilę; odczuwają potrzebę bycia z kimś, życia dla kogoś, często jednak, paradoksalnie, stronią od ludzi – ponieważ czują się przez bliskość zagrożeni – im ktoś jest bliżej nich tym większa ogarnia ich panika; ich bliższe relacje z innymi kończą się ich rozczarowaniem (gdy druga strona ich rozczaruje – co następuje zawsze, wcześniej czy później, bo nikt z nas przecież nie jest idealny – następuje u nich faza dewaluacji: przejście z miłości do nienawiści), oraz smutkiem, przygnębieniem. Ich życie jest chaotyczne – jak oni sami; nierzadko pełne zmian kierunków kształcenia, rezygnacji z pracy, zerwanych związków, itp.
Szukają zrozumienia, ale nie znajdują go w takim wymiarze w jakim by chcieli.
Wg niektórych badań ([1], [2]), mają o ok. 16% mniejszy, od normalnego, hipokamp (to stara część mózgu pełniąca rolę "bramki", przez którą przechodzą informacje do pamięci długotrwałej), ok. 8-22% mniejsze ciało migdałowate (część mózgu odpowiedzialna za negatywne emocje, błyskawiczne i bezwarunkowe reakcje na sytuacje zagrożenia), o 24% lewa część kory orbifrontal (która jest odpowiedzialna za informacje o sobie, poczucie tożsamości, oraz de/kodowanie i reprezentacje informacji o smaku i dotyku, oraz naukę i kontrolę zachowania powiązanego z nagrodą i karą), o 26% mniejszą prawą przednią część zakrętu obręczy (który jest odpowiedzialny m.in. za percepcje bólu i kontrole własnych zachowań). Ok. 70% doświadczyło w dzieciństwie traumatycznego wydarzenia, 25% była wykorzystywana seksualnie, 36% nadużywana fizycznie, 46% psychicznie, ponad 10% poważnie zaniedbana psychiczne i/lub emocjonalnie, 43% doświadczyło przemocy lub utraty najbliższych – te dane należy traktować orientacyjnie.
Kwestionują wszelkie dobro jakie doświadczają, koncentrując się na negatywnych aspektach – z doświadczenia wiedzą, że negatywne strony są zwykle "pewniejsze". Mają "filtr mentalny" na dobre wspomnienia – lepiej pamiętają te złe. Komplementy do nich nie trafiają – nie wierzą w ich prawdziwość lub tłumaczą sobie, że dana osoba tylko próbuje ich pocieszać lub kiepsko ich zna, więc ta opinia jest nic nie warta. Negatywne opinie dochodzą do ich świadomości znacznie łatwiej – ich nie mogą zbić wytłumaczeniem, że ktoś próbuje ich pocieszać.
W wielu przypadkach najbliżsi im ludzie nie dawali im informacji zwrotnych, nie mówiąc które myśli, uczucia i czyny są w porządku, tym samym nie pomogli im rozwinąć poczucia tożsamości.
Większość osób z BPD wspomina dzieciństwo pozbawione stałości i bezpieczeństwa, pełne doświadczeń niezgodnych z oczekiwaniami, utraty najbliższych osób lub ich niedostępności. Skłonności w genach (m.in. wrażliwość), trudne dzieciństwo (lub stresujące wydarzenie w pierwszych latach życia), w połączeniu z ich naturalnymi cechami (niski próg stresu) odcisnęły swoje piętno na układzie limbicznym (który jest bardzo wrażliwy na stres), a także pośrednio i bezpośrednio na powstanie opisywanych tu wzorców zachowania i mechanizmów obronnych psychiki, które sumują się na zaburzenie borderline.
Osoby BPD czują jakby żyły w złym śnie. Żyją w strachu (m.in. o to, że najbliższe osoby je opuszczą) i cierpieniu. Czują się porzuceni, niezrozumiani i samotni. 75% z nich przynajmniej raz w swoim życiu usiłuje popełnić samobójstwo, 50% ma za sobą przynajmniej jedną bardzo poważną próbę samobójstwa, 10% umiera samobójczą śmiercią; co najmniej 5% ginie z powodu ryzykownych zajęć, których się podejmuje.
Zawsze przed samobójstwem "wołają o pomoc", lecz inni zwykle to ignorują wychodząc ze stereotypowego założenia, że "prawdziwi samobójcy nie mówią o swoim zamiarze przed śmiercią". Pod względem odsetka odchodzących udanym samobójstwem BPD w statystykach ustępuje jedynie depresji dwubiegunowej (20%), depresji jednobiegunowej (15%) i stoi na równi ze schizofrenią (10%). Nie chcą się zabić, tj. 'przestać istnieć'; boją się śmierci; chcą jednak przerwać cierpienie, i często tracą nadzieje na zakończenie cierpienia w inny sposób niż samobójstwem.
Przebywanie w bliskiej relacji z osobą mającą BPD wpływa destruktywnie – z powodu huśtawek nastroju, które wpływają również na innych, jej wewnętrznego bólu, projekcji projekcja: przypisywanie własnych wad innym, skłonności do krytykowania innych, nierealistycznego-uproszczonego-niestabilnego spojrzenia na świat, niestabilności emocjonalnej, jej ucieczek od osób na których jej zależy; osoby z BPD potrafią kochać kogoś w jednym momencie i nienawidzić i niszczyć 15 minut później – a atak ze strony bliskiej osoby, która mówi że kocha bywa wyniszczający. Ok. 70% ludzi, którzy troszczą się o osobę mająca BPD, wcześniej czy później, również wymaga pomocy psychologicznej.
Mimo, że BPD ma początek w dzieciństwie, pozostaje często niezauważone; BPD jest zwykle diagnozowane dopiero w wieku 20-30 lat, gdy osoba nie jest już w stanie funkcjonować i popada w depresje, a jej nieumiejętności utrzymywania relacji z innymi, huśtawek nastroju i innych problemów nie można już tłumaczyć "trudnym okresem dojrzewania". Statystycznie BPD osiąga swoje maksimum ok. 25 roku życia i w pewnym stopniu "wygasa" z czasem; po 40 r. życia już tylko 25% z nich można wciąż zdiagnozować BPD, aczkolwiek pewne cechy BPD i skłonności zostają do końca życia.
Borderline jest najczęstszym zaburzeniem osobowości i jednym z najczęstszych zaburzeń psychicznych, a jednocześnie najbardziej kontrowersyjnym, niezrozumianym, najczęściej błędnie diagnozowanym lub nie diagnozowanym i ignorowanym. Nie istnieje żaden test psychologiczny czy fizyczny rozstrzygający z całkowitą pewnością czy dana osoba ma BPD, stąd diagnoza ta jest przez psychologów i psychiatrów często nadużywana do diagnozy najbardziej uciążliwych pacjentów, stosowana jako "kosz na śmieci" (gdy psycholog "nie wie co jest grane"), błędnie używana lub wcale nie używana. BPD tylko w 10% przypadków występuje samo. Razem z BPD występuje np. depresja, depresja dwubiegunowa, OCD zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, fobie, antysocjalne i narcystyczne zab. osob., PTSD zespół stresu pourazowego. Zwykle jednak to BPD jest najpoważniejszym problemem; np. wg wielu osób, które jednocześnie mają depresje dwubiegunową i BPD – depresja dwubiegunowa to mniejszy problem.
Osoby z BPD zdają sobie sprawę, że niektóre ich zachowania są irracjonalne (np. zbytnie idealizowanie kogoś), jednak ich emocje bywają tak silne, że nie są w stanie ich powstrzymać – np. za kimś mocno akurat tęsknią, kochają tę osobę i nie są w stanie pomyśleć o niej nic złego, a gdy ich czymś rozzłości potrafią nienawidzić i często tutaj też nie potrafią kontrolować swoich uczuć; ich emocje są niczym żywioł, którego nie mogą opanować. Istotną rolę w kontroli emocji odgrywa 5-HT (Serotonina, neuroprzekaźnik odpowiadający m.in. za kontrolę emocji), którego niedobór mają osoby z BPD.
Niski poziom 5-HT odpowiada też za nerwowość oraz w dużej mierze za depresje; podawanie serotoniny nie daje efektu, gdyż nie przechodzi ona przez barierę krew-mózg. Pomocą jest zażywanie substancji potrzebnych do syntezy 5-HT już w mózgu, tj. L-Tryptofan i 5-HTP (5-hydro-tryptofan). L-Tryptofan (prekursor 5-HTP, 5-HTP jest już bezpośrednim prekursorem 5-HT) jest kilkunastokrotnie mniej skuteczny od 5-HTP przy tej samej dawce m.in. dlatego, że w większym stopniu podlega metabolizmie w wątrobie oraz ciężej przechodzi barierę krew-mózg; jednak występuje on w naszej żywności (szczególnie w bananach, a także mleku, serze, jogurtach, słoneczniku). 5-HTP występuje rzadko, jest go dużo w Afrykańskiej roślinie Griffonia simplicifolia. Aktualnie w Polsce mało jest dostępnych preparatów zawierających 5-HTP; w aptekach zawierającym 5-HTP (w małej ilości) jest Apptrim, kosztuje ok. 40zł i jest środkiem na odchudzanie (o małej skuteczności), ale zawiera kilka elementów poprawiających nastrój i pracę umysłową, oraz 5-HTP (5-HTP = więcej 5-HT = mniejszy apetyt, stąd 5-HTP w środku na odchudzanie; 5-HTP osoby z BPD interesuje jednak z innych powodów niż wysoki apetyt). W sklepach z odżywkami można spotkać si03 SYNTRAX Subdue. Można też zakupić 5-HTP w większej dawce zza granicy, np. tutaj. Wszystkie te preparaty są jednak drogie.
Naturalną pomocą działającą delikatnie p/depresyjnie i stabilizująco na nastrój jest Omega-3; pomaga szczególnie osobom, których dieta była przez wiele lat uboga w kwasy Omega-3 (czyli większości z nas); występuje w rybach morskich, siemiu lnianym, zielonych liściastych warzywach, orzechach włoskich i brazylijskich, oleju rzepakowym i sojowym. Omega-3, w postaci suplementu (oleju rybiego w kapsułkach), w polskich aptekach jest reklamowana jako środek pozytywnie działający na serce i krwiobieg, jednak jest też składnikiem potrzebnym mózgowi do efektywnego funkcjonowania; brak Omegi-3 wzmaga depresje i huśtawki nastroju. Pierwsze subtelne efekty pojawiają się dopiero po 3 tygodniach brania Omega-3 i z czasem wzrastają; Omega-3 nie działa doraźnie, wiele pozytywnych skutków nie zanika od razu po zaprzestaniu jej brania.
Oprócz wielu badań nad Omegą-3, szczególnie na osobach z depresją i depresją dwubiegunową, zostało też przeprowadzone 8 tygodniowe badanie naukowe, z podwójną ślepą próbą (aby wykluczyć efekt placebo – to badanie, w którym nawet osoby podające środek nie wiedzą komu podają badaną substancję, a komu środek obojętny), sprawdzające wpływ Omegi-3 na grupę osób z BPD: wyniki były pozytywne; osoby które przeprowadziły te badanie stwierdziły, że Omega-3 może być skuteczna nawet w monoterapii (terapii bez użycia innych środków/leków) umiarkowanie "zaburzonych" osób z BPD.
Na obniżony nastrój trochę pomaga wyciąg z dziurawca (Hypericum perforatum). W aptekach można zakupić jedyny "lek" p/depresyjny bez recepty o nazwie Deprim, który jest właśnie na bazie tego zioła. Efekty są ledwo zauważalne. Wyciąg z dziurawca działa podobnie do leków SSRI, ale subtelnie i krótkotrwało (SSRI działają przez kilka tygodni, znacznie intensywniej i mniej selektywnie).
Lepiej, od wyciągu z dziurawca, szczególnie na osoby z BPD, działa zielona herbata, która zawiera L-Theanine;
L-Theanina poprawia koncentracje, uspokaja (bez "przymulania"; bez usypiania), a co najważniejsze w przypadku BPD:
działa na neuroprzekaźnik GABA – podobnie do najbardziej efektywnego leku na BPD (Lamotryginy, o której będzie mowa niżej)
stabilizując nastrój i działając delikatnie p/depresyjnie. Warto więc pić zieloną herbatę, szczególnie mając BPD.
Wypada też ograniczyć (niekoniecznie do zera) spożycie kofeiny: jeden z mechanizmów działania kofeiny to działanie odwrotne do L-Theaniny.
Kofeina przy okazji wypłukuje z organizmu magnez.
Warto się wesprzeć magnezem; stres, którym są przepełnione osoby z BPD, nie pomaga utrzymać magnezu w organizmie, który jest potrzebny m.in. po to aby... radzić sobie ze stresem. Dlatego osoby z BPD powinny brać dawkę większą niż zalecana dla ludzi żyjących bez stresu (300mg/d). Niedobór magnezu ma wiele konsekwencji (m.in. drażliwość, anoreksja, zmęczenie, drżenie mięśni, słaba pamięć, apatia). Niektóre popularne suplementy z magnezem (szczególnie tlenek magnezu) mają przyswajalność bliską zeru, więcej o magnezie. Wg tego źródła (j.ang.) niedobór magnezu może mieć duży wpływ na depresje, a najlepiej przyswajalny jest cytrynian magnezu.
Huśtawki nastroju i niepokój może pogłębiać niedobór aminokwasu o nazwie Tauryna (ang. L-Taurine): problem ten występuje najczęściej w przypadku wegetariańskiej diety (mięso i ryby są dla nas największym źródłem Tauryny). Będąc na diecie z małą ilością mięsa warto się wspomóc suplementami z Tauryną: w aptekach np. Vigor Energy (o suplementy z Tauryną łatwiej jednak w sklepie z odżywkami dla sportowców).
Pomocne bywają też inne suplementy poprawiające efektywność pracy umysłowej na poprawę pamięci, która u osób z BPD jest słaba.
Należy unikać spożywania dużej ilości cukrów – jakkolwiek zjedzenie np. czekolady chwilowo poprawia nastrój, jest to bumerang który powraca i uderza: organizm reaguje na cukier wypuszczeniem insuliny, a ta pomaga transportować L-Tryptofan (prekursor 5-HT): 5-HT działa przeciwdepresyjnie (stąd lepszy nastrój), niestety po jakimś czasie poziom cukru znacznie maleje – w ten sposób prowokuje się brak stabilności poziomu 5-HT i huśtawki nastroju. Dieta uboga w cukry skutkuje większą energią, mniejszym poirytowaniem i mniejszą depresją.
Oczywiście wszystkie te sposoby i naturalne suplementy to nie sposób na uzdrowienie BPD, lecz sposób na wsparcie osoby z BPD. Użyte wszystkie razem mogą jednak być istotnym czynnikiem poprawiającym sytuację psychiczną osoby z BPD.
Cennym adresem internetowym, dla osób znających j. ang, jest www.remedyfind.com/healthconditions/57 – można tam zapoznać się z opiniami osób z BPD nt. różnych lekarstw, środków, terapii i zobaczyć wykresy najskuteczniejszych (najlepiej ocenianych) środków.
Na depresje u ok. 50% osób pomaga brak snu; po 2-3 bezsennych dobach lepszy nastrój utrzymuje się przez ok. 2 tyg., w których można spać normalnie. Choć zdarzają się osoby, które radzą sobie z depresją tym sposobem od wielu lat, metodę raczej warto polecić tylko jako doraźną pomoc osobom z tendencjami samobójczymi. W czasie snu REM organizm przerywa wypuszczanie kilku neuroprzekaźników (m.in. 5-HT, czyli serotoniny, powiązanej mocno z depresją), mechanizm ten ma miejsce m.in. po to, aby odczulić receptory 5-HT (stałe stymulowanie receptorów 5-HT powoduje utratę ich pełnej czułości, "zmęczenie"). Problem w tym, że w przypadku depresji u wielu osób to nie utrata czułości receptorów 5-HT jest głównym problemem, lecz niski poziom samego 5-HT. Po przebudzeniu się więc takich osób, szczególnie od razu po fazie REM (lub w czasie fazy REM – jeśli ktoś/coś ich zbudzi), poziom 5-HT jest krytycznie niski i powoduje zły nastrój i poważną niechęć do życia. Stąd u typowej osoby z depresją, u której występuje niski poziom 5-HT szczyt obniżonego nastroju ma miejsce rano, po przebudzeniu się (i u takich osób metoda pozbawienia się snu na 2-3 dni bywa doraźnie pomocna).
Gorąca kąpiel tymczasowo wzmaga poziom GABA (co przekłada się na mniejsze huśtawki nastroju i subtelny efekty p/depresyjny).
Terapia światłem może być trochę pomocna: tzw. depresja jesienna jest spowodowana mniejszym natężeniem oświetlenia (szczególnie naturalnego). Jakkolwiek u osób z BPD to nie brak światła jest zwykle (głównym) powodem depresji – światło może być jednym z czynników wpływających na ich stan psychiczny.
Pomocne może być też posiadanie zwierzaka, np. psa. Psy są źródłem bezwarunkowej sympatii; powszechnie uważa się, że działają pozytywnie psychologicznie. W zasadzie jakiekolwiek zwierze może pomóc. Choć nie jest to poważny sposób na BPD czy depresje, raczej nie zaszkodzi.
W poważniejszych przypadkach (lub krytycznych, cięższych momentach życia) pomocna jest nowoczesna farmakoterapia. Leki nie powodują, że przestajemy być "sobą" – warto zauważyć, że wszystko co jemy wpływa na to kim jesteśmy. Zjedzenie czekolady poprawia humor, ale czy zmienia osobę w kogoś innego? Niektóre osoby z BPD na niektórych lekach dopiero mogą poczuć się sobą – gdy uciekają huśtawki nastroju, śmiech i płacz 10 minut później, irracjonalny smutek, agresja, itd. W najgorszym wypadku: zawsze można odstawić leki i być znowu w sytuacji wyjściowej; o uzależnieniu nie ma tu mowy (za wyjątkiem leków typu SSRI i SNRI, które mają tzw. syndrom odstawienia, który jednak szybko mija i można go zminimalizować powoli zmniejszając dawkę do zera).
Problem w przypadku leków i BPD jest taki, że leki działają
z opóźnieniem (od kilku godzin po kilka tyg. – w zależności od leku) – a osoby z BPD czują się zmiennie nawet w tej samej godzinie, przez co ciężko im
wychwycić i dokładnie ocenić subtelne zmiany jakie zachodzą na przestrzeni dni z powodu leków.
Fakt, iż te same leki działają nieco różnie na różnych ludzi (inny metabolizm, inna podatność na dane substancje, ewentualne uczulenia, etc.)
jeszcze bardziej komplikuje problem.
Pomocne jest prowadzenie dziennika i zapisywanie w nim aktualnego samopoczucia, aby wychwycić zmiany i je ocenić (ocena jest ważna gdy przychodzi
decydować co do ewentualnego odstawienia leku czy zmiany na inny).
Niestety, wiele leków (szczególnie przeciwdepresyjnych) w przypadku BPD jest
nieskuteczna, wiele z nich wręcz pogarsza stan osoby, a przynajmniej mocno ją "zamula" co w dłuższym okresie nie pomaga (obniża efektywność pracy umysłowej,
to powoduje jeszcze większe problemy w relacjach z innymi, niższą samoocenę, itd. – efekt domina: całe życie wali się jeszcze mocniej w gruzy);
omówimy poniżej te leki, które wydają się najbardziej pomocne (stan na 2006r.) w przypadku BPD i jednocześnie wywołują minimalną ilość efektów ubocznych.
Skuteczne i bezpieczne są leki p/depresyjne typu SSRI, które działają na jeden z głównych symptomów BPD:
brak kontroli emocji; działają także na główne symptomy typowej depresji, w której jest niski poziom serotoniny, tj. działają na niepokój, uczucie
pustki, złe samopoczucie.
SSRI blokują wychwytywanie 5-HT sprawiając, że 5-HT jest dłużej wykorzystywane w synapsach – tym samym
SSRI tłumi niepokój i zwiększa kontrolę emocji, pozwalając osobom z BPD prowadzić normalne, produktywne życie.
Należy mieć jednak świadomość, iż czym mniej serotoniny tym leki SSRI są mniej skuteczne (inhibitowanie serotoniny, której jest niedobór jest mało skuteczne):
paradoksalnie leki SSRI działają więc tym słabiej im dana osoba powinna czerpać z nich korzyści.
Zwiększenie dawki to natomiast zwiększanie efektów ubocznych.
Leki SSRI, wbrew swojej nazwie ("selektywne ..."), nie działają w 100% selektywnie,
poza tym ich mechanizm działania na zwiększanie serotoniny działa "dookoła", stąd ich efekty uboczne.
Z wszystkich leków SSRI (których jest kilka klas) za najlepsze dla BPD uznaje się leki z grupy Fluoksetyny (której popularnym przedstawicielem jest Prozac):
są to najstarsze leki SSRI, opracowane przez twórcę SSRI (firmę Eli Lilly),
działające najdłużej i najmniej selektywnie na 5-HT (działają też na dopaminę i norepinefrynę w przedniej części
mózgu). Pobudzają, dają energie do życia, gdy jej brakuje, wyłączają emocje sprawiając, że człowiekowi więcej rzeczy jest bardziej obojętnych.
Brzmi niemiło, ale należy pamiętać, że w przypadku BPD emocje są zwykle zbyt intensywne i podejście do wielu spraw zbyt poważne, nacechowane emocjami.
Fluoksetyna ma też najdelikatniejszy, znikomy (z wszystkich SSRI) tzn. syndrom odstawienia, a to dlatego że działa w organizmie długo
i powoli przestaje działać;
niektóre inne leki SSRI (szczególnie Paroksetyna), które krócej utrzymują się w organizmie, szybko przestają działać,
po nagłym odstawieniu potrafią wywołać niemiłe efekty trwające do kilku tyg.
(objawy jak w przypadku grypy: ból głowy, nudności, zmęczenie, niepokój, w poważniejszych przypadkach (gwałtowne przerwanie brania dużej dawki)
może po kilku dniach dojść do halucynacji i uczucia "kopania prądem") –
pomocą jest powolne zmniejszanie dawki i/lub skończenie z SSRI poprzez
branie na koniec Fluoksetyny, w przypadku której syndrom odstawienia jest znikomy.
Największą wadą Fluoksetyny jest (jak na lek p/depresyjny to ironiczne) pobudzanie do samobójstwa osób, które mają tendencje
samobójcze (szczególnie w pierwszych 2-3 tyg. podczas których Fluoksetyna jeszcze nie działa na 5-HT, a już pobudza i mobilizuje) –
takim osobom nagle własne życie zaczyna być jeszcze bardziej obojętne, a jednocześnie zaczynają znajdywać energię.
Dlatego Fluoksetyny nie wolno podawać osobom z myślami samobójczymi, a resztę osób należy uważnie pilnować, szczególnie w pierwszych
3 tyg. brania Fluoksetyny. Organizm, po kilku latach, wytwarza (tymczasową) tolerancje na dany lek SSRI, dlatego (jeśli bierze się SSRI tak długo)
należy wtedy robić "rotację" na inny lek z innej grupy leków SSRI. Największe wady leków SSRI to: syndrom odstawienia, (czasem) subtelne "przyćmienie" umysłowe oraz spadek libido u mężczyzn.
Jednak w przypadku depresji (której jednym z symptomów jest problem z myśleniem) SSRI raczej poprawiają efektywność
pracy umysłowej. Innymi słowy: dopóki problemem jest niski poziom 5-HT: SSRI działają bardziej pozytywnie niż negatywnie.
Nie jest jednak zalecane branie dużych dawek SSRI. Należy raczej, jak w przypadku większości leków, starać się utrzymać na minimalnej dawce
która pomaga – lepiej brać za mało leku niż za dużo. M.in. po to aby później oszczędzić sobie intensywności syndromu odstawienia.
Nie wszystkie leki SSRI działają tak samo przy tej samej dawce, 20mg/d Fluoksetyny odpowiada:
~50mg/d Fluwoksaminy = ~20mg/d Paroksetyny = ~50mg/d Sertraliny.
Należy być ostrożnym w jednoczesnym braniu różnych środków w dużych dawkach działających na poziom 5-HT, tj. serotoniny. Do środków, na które należy zwrócić tu uwagę należą leki SSRI, Tianeptyna, 5-HTP, b. duże ilości L-Tryptofanu, Deprim/wyciąg z dziurawca, czy inne leki (np. SNRI, MAOI, Doxepin, lit) oraz narkotyki (np. MDMA/Ecstasy) które działają na 5-HT – zbyt duży poziom 5-HT to tzw. syndrom serotoniny (bóle głowy, agitacja, halucynacje); w skrajnych wypadkach fatalnie duże stężenie 5-HT może skończyć się tragicznie.
Lepsze rezultaty niż leki przeciwpepresyjne, w przypadku BPD, dają zwykle leki stabilizujące nastrój, szczególnie jeśli są dobrze dobrane: efekty uboczne nowoczesnych i dobrych leków z tej grupy (Lamotrygina, Trileptal) są bliskie zeru, a leki te znacznie pomagają osobom BPD złapać równowagę i iść przez życie stabilniejszym krokiem, co przekłada się też z czasem na brak depresji.
Ze stabilizatorów nastroju (tzw. leki normotymiczne) dla BPD chyba najlepsza jest Lamotrygina (Lamotrigine, o nazwie handlowej: Lamictal, w Polsce Lamitrin); działa też trochę p/depresyjnie; u 10% wywołuje alergiczną reakcje skóry, u większości osób nie ma efektów ubocznych przy małych i średnich dawkach; przy dużych dawkach (powyżej 200mg/d) występuje zauważalne, niepernamentne pogorszenie pamięci krótkotrwałej (które występuje też przy innych lekach normotymicznych). Poza tym, że u 1/1000 osób wywołuje stan zapalny skóry zagrażający życiu – to bezpieczny lek nie mający znanych nam długoterminowych skutków ubocznych. Lamotrygina używana jest od kilkunastu lak na stabilizacje padaczki, jednak coraz głośniej robi się o Lamotryginie jako o dobrym leku na stabilizacje nastroju i łagodnym leku przeciwdepresyjnym. Jeśli istnieje, w chwili obecnej, jakiś "jedyny" najlepszy lek na BPD to jest nim właśnie Lamotrygina – wg badań na osobach z BPD wynika, iż po roku terapii Lamotryginą nie ma podstaw do zdiagnozowania u nich BPD. Lamotrygina ma pierwsze miejsce wśród leków na BPD wg opinii pacjentów wyrażanych na remedyfind.com (stan na 2006r.). Niestety 10% populacji jest uczulona na Lamotryginę.
Lamotrygina od 25mg/d działa delikatnie p/depresyjnie, od 100mg/d wyraźnie zaczyna stabilizować nastrój, choć i 25mg/d trochę pomaga się ustabilizować. Producent zaleca zaczynać od małej dawki (25mg/d) i powoli zwiększać dawkę, aby zminimalizować ryzyko alergicznej reakcji skóry. Lamotrygina zaczyna działać z opóźnieniem rzędu kilku tygodni.
Na 2 miejscu, wśród stabilizatorów nastroju, jest ulepszony Tergretol, tj. Trileptal; w przeciwieństwie do Lamotryginy: nie działa p/depresyjnie; lecz przez pierwsze 3 tyg. (dopóki organizm nie przyzwyczai się do leku) wywołuje nudności, zmęczenie, zaburzenia koncentracji i zawroty głowy. Trileptal działa dobrze wraz z lekami SSRI – ich działanie się wzajemnie uzupełnia.
Czasem pomocny bywa lek z klasy tzw. smart drugs: Piracetam (nazwy handlowe: Nootropil, Memotropil, Lucetam); to nowoczesny lek opracowany na chorobę Alzhaimera, ale pomaga trochę każdemu – przepisywany jednak jest, przez neurologów, szczególnie tym, którzy mieli jakieś urazy głowy. Jest to lek bezpieczny, praktycznie bez efektów ubocznych.
Psychoterapia w przypadku BPD jest mało skuteczna, wieloletnia i kosztowna;
Psychoterapie kognitywne i DBT (specjalna terapia opracowana dla BPD)
mają na celu przede wszystkim minimalizowanie tendencji auto-agresywnych i samobójczych
oraz poprawę relacji z innymi.
Psychoterapia psychodynamiczna (skupiająca się na dojściu do wydarzeń
z dzieciństwa, które mają negatywny wpływ na teraźniejsze życie) bywa pomocna jeśli można sięgnąć pamięcią do traumatycznych wydarzeń, jeśli
miały miejsce.
BPD jest skomplikowanym zaburzeniem – powodem cierpienia osoby są m.in. czynniki psychologiczne, nad którymi można pracować (szczególnie jeśli osoba wychowała się w rodzinie, która po prostu o nią nie zadbała, nie nauczyła nawet utrzymywać relacji z innymi). Ale powodem jest też biologia/chemia w mózgu (przekładająca się m.in. na brak stabilności i huśtawki nastroju), więc nie należy się spodziewać po psychoterapii cudów. Niemniej jednak: jeśli ktoś ma pieniądze – warto się wspomóc u dobrego psychoterapeuty. Z psychoterapii coraz częściej korzystają ludzie bez poważnych problemów (nawet sami psychologowie czasem chodzą do innego terapeuty, a przynajmniej superwizora), aby uświadomić sobie to co nieuświadomione i żyć szczęśliwiej. Jeśli po psychoterapie sięgają już osoby, które nie mogą dać sobie rady z rozstaniem z chłopakiem/dziewczyną – ciężko nie zalecić psychoterapii osobom z BPD.
Należy mieć jednak świadomość, iż psychoterapia (ani farmakoterapia) nie jest sposobem na wyjście z borderline. Wyjścia nie ma, zmiany biologiczne są nieodwracalne. Farmakoterapia jest jednak pomocna (pomaga np. ustabilizować nastrój), psychoterapia również bywa pomocna. Są to więc metody pomocy, wsparcia, a nie sposoby na pełne wyzdrowienie. Rodzina wysyłająca kogoś z BPD na terapię powinna mieć też świadomość tego, że terapia wbrew czyjejś woli jest stratą czasu (i pieniędzy), będzie tylko zabawą osoby z BPD z terapeutą w "kotka i myszkę".
Nadzieją dla osób, u których traumatyczne przeżycie (do którego są w stanie dotrzeć pamięcią) jest głównym powodem BPD (jak i u osób z zespołem stresu pourazowego) może być nowoczesna terapia EMDR (Eye Movement Desensitization and Reprocessing), opracowana specjalnie dla osób z zespołem stresu pourazowego. EMDR nie polega na rozmowie z terapeutą, lecz "przeprogramowaniu" wspomnień i reakcji na nie za pomocą ruchów gałek ocznych i odpowiednim wspominaniu przeżycia w tym samym czasie. Nikt jednak nie potrafi przekonująco wytłumaczyć jak i dlaczego EMDR działa (stan na 2005r.), nawet Dr Francine Shapiro – twórczyni EMDR; wykazano, że w tej terapii zamiast ruchów gałek ocznych można klepać się w tyłek z tak samo pozytywnym efektem; nie ma możliwości sprawdzić tutaj efektu placebo, stąd duża część środowiska lekarskiego jest wobec tej terapii sceptyczna. W Polsce EMDR jest nieznane, najbliższy ośrodek specjalizujący się w terapii EMDR jest w Niemczech.
Osoby z BPD są mistrzami w ukrywaniu swoich słabości i maskowaniu wewnętrznego, psychicznego bólu, co skłania innych do banalizowania ich problemu i negowania tej diagnozy. Oni sami też mają tendencje do negowania tej diagnozy i wypierania się swoich problemów do podświadomości, szczególnie w czasie niektórych huśtawek nastroju "w górę", podczas których czują się całkiem dobrze, "normalnie". Jeśli akurat nie cierpią na depresje ciężko jest ich przekonać, aby zwrócili się po jakąkolwiek pomoc.
Duża część osób z BPD funkcjonuje (w pracy, rodzinie, mniej bliskich relacjach z innym)
względnie dobrze dopóki nie pojawi się w ich życiu stresujące wydarzenie –
podczas stresu gubią się, mogą się u nich wtedy nasilić paranoidalne podejrzenia i zachowania typu
acting-out.Acting-out: agresja skierowana w innych
- winienie bliskich za ich problemy; krytykowanie,
czynienie niesprawiedliwych,
przesadzonych zarzutów, atakowanie werbalne.
Na BPD cierpiały prawdopodobnie takie osoby jak Vincent van Gogh, Sylvia Plath, Marilyn Monroe, księżniczka Diana.
Hospitalizacja w szpitalu psychiatrycznym, w przypadku mniej i średnio zaburzonych osób, nie jest zwykle ani konieczna, ani wskazana.
Wyjątek stanowią okresy z poważnymi tendencjami samobójczymi (zwykle w fazie depresji)
oraz sytuacje po nieudanych próbach samobójczych – w takich wypadkach nadzór nad osobą jest konieczny; zwykle takie okresy nie są długie
(kilka tygodni, maksymalnie miesięcy).
Depresja jest powiązana z BPD, tzn. wiele osób z BPD na co dzień ma obniżony nastrój, wiele z nich wpada czasami w długi i poważny epizod depresyjny i w takich przypadkach konieczna jest już pomoc psychiatry i wsparcie farmakologiczne, na czas depresji.
Borderline stanowi continuum – tzn. można być mniej lub bardziej "zaburzonym".
Można było przeżyć w dzieciństwie mniejszy lub większy stres. Wiele lekarzy rezerwuje diagnozę BPD dla mocno zaburzonych osób (reszcie mówiąc, że
jest tylko nadwrażliwa, niedojrzała emocjonalnie, etc.), dla osób z którymi nie mogą sobie dać rady,
stąd słowo borderline wywołuje ciarki na ciele wielu psychologów i psychiatrów, a osoby postronne, która mają (lub miały) doczynienia (w bliskiej relacji)
z kimś zdiagnozowanym
jako "borderline" zwykle szczerze nienawidzą osoby z borderline uznając ich za ludzi gorszych od psychopatów, z którymi absolutnie nie idzie wytrzymać.
Jest to krzywdząca generalizacja.
Należy jednak przyznać, że osoby mocno zaburzone, których jest niewiele, są naprawdę nie-do-wytrzymania, są istnym piekłem;
potrafią nieustannie atakować innych w najczulsze ich miejsca,
choć czasem na ślepo. Wykańczają psychicznie (innych i siebie) swoją niestabilnością, chaosem i intensywnymi huśtawkami nastroju.
Ciężko ich jednak winić: są oni ofiarą innych ludzi i/lub wydarzeń. Czy ktokolwiek z nas stojąc w ich butach miałby siły zachowywać się inaczej? Pytanie tylko jak długo – może godzinę, dzień, ale raczej nie 5 lat. Ciężko nieustannie walczyć z własnym umysłem.
Jednocześnie osoby mniej zaburzone, które również cierpią, mają też huśtawki nastroju, wpadają w depresje i mają inne cechy borderline, są często miłe,
sympatyczne, inteligentne. Tylko w rzadkich chwilach (w których ból psychiczny ich przerasta) ukazują swoje "inne" oblicze, i nie przed każdym.
W każdym z nas występują w jakimś stopniu niektóre cechy BPD, lecz u ludzi z BPD są one intensywne.
O tym jak sobie "radzić" z osobami z BPD napisano niejedną książkę (np. Stop walking on eggshells);
oto kilka rad:
Możesz być zainteresowany radami oraz odnośnikami do innych stron o BPD. Przerwana lekcja muzyki ("Girl, Interrupted") – to dobrze nakręcony dramat psychologiczny z niezła obsadą (Winona Ryder, Angelina Jolie, Whoopi Goldberg) na podstawie autobiograficznej książki Susanny Kaysen o tym samym tytule. Akcja toczy się w latach 60 XX wieku, a główna bohaterka cierpi na znajomy nam problem, o którym nie wie dopóki po samobójczej próbie nie trafi do szpitala psychiatrycznego. Filmu nie można polecić jako sposób na poznanie BPD, które jest tam zamaskowane równie dobrze jak przeciętna osoba z BPD maskuje swój problem, ale warto go obejrzeć z innych powodów.*/ ?>
Jeśli zechcesz sięgnąć po literaturę: w j. pol. raczej nie ma nic wartego przeczytania (na stan: 2005-01); jest "Zaburzenia z pogranicza" Edy G. Goldstein, która jest już książką już trochę nieaktualną (napisana jeszcze przed powstaniem DBT) i skierowaną do klinicystów. Jest też Osobowość symbiotyczna i jej leczenie Johnsona Stephen.
Od wiosny 2007r. jest dostępna w j. polskim "Zaburzenie osobowości z pogranicza" Marsha M. Linehan.
O BPD krąży wiele mitów, i wśród specjalistów, i w wielu publikacjach. Rażąca jest niewiedza środowiska lekarskiego nt. BPD: wiele lekarzy nie uznaje istnienia BPD, rozumie BPD na swój sposób lub ma wiedze sprzed kilkudziesięciu lat i wciąż uważa, że borderline to pogranicze psychozy i normalności, gdy już wiadomo od dawna, że tak nie jest, a BPD nie ma nic wspólnego z psychozą i schizofrenią. Braku obiektywności środowiska lekarskiego wobec BPD sprzyja trudność w diagnozowaniu BPD i brak 100% pewnych testów diagnostycznych sprawdzających BPD. Względnie rzetelnymi publikacjami o BPD w j. ang. są: dla ludzi z BPD: Borderline Personality Demystified i The Angry Heart oraz dla ich bliskich: Stop walking on eggshells.
Czy możesz polecić jakiegoś psych[...] z okolic [...] zajmującego się BPD?
Nie znam żadnego. Jedyne co mogę doradzić: Listy Psychologów Licencjonowanych przez PTP.
Czym różni się psycholog od psychiatry?
Link: czym różni się psycholog od psychiatry i psychoterapeuty?
W skrócie: psychiatra to lekarz po medycynie, koncentruje się na leczeniu farmakologicznym; psycholog, z racji bycia tylko psychologiem, nie może przepisywać leków, pomaga rozmową, przeprowadza testy osobowości, bardziej niż psychiatra skupia się na przyczynach objawów niż samych objawach, i stara się te przyczyny uświadomić lub coś z nimi zrobić, jeśli się da.
Psycholog, z racji ukończenia tylko swoich studiów, po studiach zwykle nie jest dobrze przygotowany do pomocy innym, pomoc u psychologa zamyka się zwykle na konsultacjach, testach psychologicznych i wydaniu opinii lub ewentualnej diagnozie.
Psychoterapeutą (z certyfikatem przyznanym przez towarzystwo psychoterapeutyczne) zostaje psycholog lub (rzadziej) psychiatra lub (jeszcze rzadziej) inny lekarz, który przeszedł po studiach przez kilkuletni proces szkolenia, weryfikacji i psychoterapii.
Jeśli nie miałem w dzieciństwie traumatycznego wydarzenia to znaczy, że nie mam borderline?
Przynajmniej ok. 10% osób, które przeżyły w dzieciństwie traumatyczne wydarzenie, ma amnezje dot. tego wydarzenia (źródło). Kryteria diagnostyczne BPD (DSM i ICD) nie zawierają nic o traumatycznym wydarzeniu.
Jakie są inne zaburzenia, problemy, które mogą mieć podobne objawy do BPD?
Powyższa lista może być niepełna. Powyższe problemy nie wykluczają się nawzajem; ewentualną diagnozę należy zostawić lekarzom.
Nadczynność i niedoczynność tarczycy można zbadać poprzez:
Na Twoja strone trafilam zupelnie przypadkowo, [...] Kiedy czytalam to, co napisales o uczuciach ludzi dotknietych bpd, rozplakalam sie. Czulam sie jakbym czytala o sobie. Od dziecinstwa wiedzialam, ze jestem inna niz pozostale dzieci. Jednak na tym etapie czulam sie wspaniale wzniesiona ponad przecietnosc, czytalam bardzo duzo i czulam sie bezpiecznie wsrod moich marzen. [...] Potem byl bujny okres dorastania... [...] Ale teraz... [...] Rodzina pelna, dziecinstwo szczesliwe, sporo milosci w domu. Sytuacja finansowa ok. Jestem ladna i zdrowa. Ale nieszczesliwa. [...] Czuje sie, jakby cos zjadalo mi dusze, jak robak w jablku. Czasem czuje sie jakbym wariowala. Nie widze przed soba wtedy nic, zadnego sensu... Moje zwiazki dzialaja dopoki nie zaczne podejrzewac ze dana osoba chce mnie opuscic. Podejrzenia przeradzaja sie w pewnosc, raz chlodno i odpychajaco sama zrywam znajomosc, zeby po 10 minutach dzwonic i blagac o wybaczenie. Nienawidze i kocham jednoczesnie. Przyjaciele zrazaja mnie do siebie jednym slowem, spojrzeniem, gestem. Jeden po drugim jest odrzucany... Bardzo, bardzo cierpie. To czasem przyjmuje fizyczny wymiar; kiedy bol jest nie do zniesienia, przenosi sie w koncowki palcow. I jestem tak strasznie samotna, nie zrozumiana... Dziekuje Ci, byc moze uratowales mi zycie. W koncu wiem, co jest ze mna nie tak, wiem, ze sobie tego nie uroilam, ze to nie moja wina...Wczesniej nie mialam pojecia ze istnieje bpd. Podejrzewalam ze mam jakis rodzaj depresji, ale nie bardzo wiedzialam do kogo z tym isc... Teraz wreszcie wiem. Moge wydrukowac to, co napisales i dac do przeczytania moim najblizszym. Moze dzieki temu potraktuja to, co sie ze mna dzieje powaznie. Moze przestana tak strasznie (w moim odczuciu) krytykowac i smiac sie z moich problemow. Szukam pomocy, ale otrzymuje strach, zlosc lub smiech. Teraz wiem, ze moge cos z tym zrobic. i oni takze.
Czasem zloszcze sie, ze musze sie meczyc z tym demonem (BPD). Borderline to nie jest "choroba tygodnia". Nikt nie "lubi" borderlinow. Spoleczenstwo nie lubi. Psychiatrzy nie lubia (moj terapeuta powiedzial, ze wielu terapeutow limituje ilosc borderlinow, z ktorymi pracuja, bo potrafia byc bardzo wykanczajacy, choc zna jednego terapeute, ktory pracuje tylko z borderlinami). Nie mozesz nawet czuc, ze ci przykro za nas. Jestesmy chaotyczni, agresywni, manipulajacy, i zli na swiat. Ale spojrz glebiej w dusze borderline'a (jesli jestes w stanie tam dotrzec), a ujrzysz cos calkowicie przeciwnego. Strach. Desperacje. Porzucenie. Niesamowita wrazliwosc. Inne zmartwienie, ktore mam to nie definiowanie mnie czysto w terminach tej diagnozy. W sumie to martwie sie, ze my wszyscy jestesmy zagrozeni definiowaniem nas przez diagnoze, ktora dostalismy, a przeciez jestesmy suma wszystkich naszych czesci. Latwo stac sie samo-spelniajaca sie przepowiednia.
[...] życie nie jest sielanką dla nikogo. wokoł jest pełno ludzi, z którymi trzeba "walczyć", bronić swojego, pracować na chleb, utrzymywać zdrowe relacje z ludźmi obok, nie raniąc ich i nie dać ranić siebie z błahych powodów. ale ludzie na ogół walczą jedynie ze światem zewnętrznym, my walczymy jeszcze gdzie indziej. każdego dnia staczamy wyniszczające pojedynki, których nikt nie widzi ani nie rozumie, ani nawet nie ma pojęcia o ich istnieniu. pojedynki z samym sobą, z własnymi emocjami.
Wybór jest opcją dla ludzi mentalnie zdrowych. Ktoś kto cierpi na BPD czuje się i myśli inaczej w poniedziałek, a inaczej w środę. Możesz podejmować wybory mając BPD, ale jest piekielnie trudnym być w nich konsekwentnym. To jest problem – konsekwencja i stałość.
Chciałeś wiedzieć prawdę o mnie. Najgorsze rzeczy o mnie, o których nigdy nikomu nie mówiłam i które nigdy nie wyszły na jaw. Jak je wytłumaczę? Jak wytłumaczę to kim jestem, jeśli sama nie jestem pewna? Jak mam zebrać w słowa najgorsze rzeczy o mnie, przed którymi wciąż uciekam?
Zdradzę Ci moje tajemnice, powiem Ci wszystko. Może to mi pomoże. Może mnie znienawidzisz za to, a może zrozumiesz. Nie wiem. Mam już jednak dość uciekania. A więc oto prawda. Sam tego chciałeś.Nienawidzę Cię. To nie prawda, ale czasem myślę, że jednak tak. Nie odpowiem na Twoje telefony, nawet jeśli chcę z Tobą rozmawiać. Nie zadzwonię do Ciebie, nawet jeśli każda moja część tego chce. Będę na Ciebie zła, będę chciała Cię skrzywdzić, odepchnę Cię od siebie, ponieważ boję się dać Ci się zbliżyć. Potrzebuje Twojej uwagi, Twoich zapewnień, lecz powitam je chłodną obojętnością. Jestem zazdrosna o uwagę jaką poświęcasz innym, o Twoje pochlebstwa pod adresem innych. I jestem wściekła na Ciebie za najmniejsze ignorowanie mnie. Jednego dnia czuję się bardzo blisko Ciebie, kocham Cię, oddałabym za Ciebie życie, innego dnia czuje, że Cię nienawidzę i chcę Cię wyrzucić z mojego życia, na zawsze. Czasami będę szukać pretekstu aby od Ciebie uciec. Może nawet Cię sprowokuje, abyś mi go dał. A gdy pretekst już się znajdzie i skreśle Cię z mojego życia (a zrobię to nie zważając na nic; to ile lat byliśmy razem i jak bardzo mnie kochasz nie będzie mieć znaczenia) – będę później tego czasami bardzo żałować. Ale nie zmienię decyzji, nie wyciągnę do Ciebie ręki: moja duma nie pozwoli mi zawrócić. Pójdę dalej, przed siebie.
Mam coś w rodzaju amnezji, może zawsze miałam, nie pamiętam. Biorę każde wydarzenie, każdy dzień, każdą konwersacje jako osobne wydarzenie, zawsze szukając znaków tego, iż chcesz mnie zranić. Kiedy czuje się lekceważona – wściekam się i zapominam o tym następnego dnia zanim powiesz mi jak bardzo Ci zależało, jak bardzo Cię to zabolało. Jest mi wtedy bardzo przykro. Ale szybko o tej sytuacji zapominam, historia się powtarza. Ranię... ranię i wykańczam, Ciebie, innych; wszystkich, którzy są blisko i na których mi zależy.
Jestem sprzeczna. Jest we mnie część, która jest szczęśliwa, pewna siebie, niezależna i rozważna. I druga część, która jest niepewna, zagubiona, w potrzebie. Nigdy nie wiem którą częścią będę następnego dnia, ani nawet za godzinę. Za każdym razem, gdy myślę, że się kontroluje, gdy wiem iż zależy Ci i czuję się dobrze co do naszej znajomości, strach, zwątpienie i chęć ucieczki może wrócić. Może z czasem całkiem minie, ale wątpię. Raczej zabierze jeszcze jedną bliską relację, jeszcze jednego przyjaciela, jeszcze jeden dzień. A potem... znowu wróci. Zawsze wraca.Nie lubię tego. Nie lubię tego, że bywam potrzebująca i lgnącą. Nieznoszę moich słabości, nikomu o nich zwykle nie mówię i sama staram się o nich nie myśleć. Wciąż od nich uciekam. Nie lubię też tego, że ranię ludzi i jestem niemiła i sarkastyczna. Nie chcę ranić. Chcę innym pomagać, mimo że często ich niszczę. Oni wyciągają do mnie przyjazną rękę, ja w niej widzę narzędzie ataku i bronię się. Atakiem. Chcę mieć emocje kiedy są one na miejscu, emocje adekwatne do danej sytuacji. Lecz nie mam. Częściej chcę nie mieć emocji, lecz potrafi mnie bardzo zasmucić tak błaha rzecz jak Twoje jedno krzywe spojrzenie na mnie, wywołać taką lawinę myśli, iż 30 sekund później z powodu wewnętrznego bólu będę myśleć jak się zabić, jak zakończyć te życie, bo nie mam już sił. Jak długo można tak żyć? Chcę być blisko Ciebie, mimo że odpycham Cię od siebie.
Chcę żyć, a mimo to...